Newsy
  • 10.07.19
  • W dniach 10-26 lipca funkcje administracyjne na forum pełnią Athastan i Tamu
  • 09.07.19
  • Na forumowym fanpage'u trwa tydzień Zazu oraz rozpoczęło się kolejne głosowanie
  • 07.07.19
  • Audycja z Sheebą już do odsłuchania na forumowym kanale YT
  • 01.07.19
  • Postacią Miesiąca została Enasalin!
Fabuła
x
Suwak
Lwia Skała Wodopój Las Kanion Termitiery Jezioro ZZ Wulkan Góry LS Jaskinie Kilimandżaro Upendi Drzewo życia Wielki Wodospad https://krollewpbf.pl/viewforum.php?f=47 Oaza Ruiny Pustynia Ciernisko Cmentarz Pole bitwy Zarośla Bagno Słone jezioro Gejzery Góry ZZ Wielka woda Jezioro szmaragdowe Jezioro flamingów Kaskada Grobowiec Image Map Rzeka Wąwóz Dżungla Pustkowia Równina Rzeka 2 Sawanna 2 Rzeka 3 Las namorzynowy Dolina wichrów Nadrzecze Dolina LS Drzewo życia Image Map Sawanna LZ Lupa

Zapisy

Użytkownik zamierzający rozpocząć grę na fabule musi opisać tutaj swoją postać. Znajdują się tu także karty postaci.

Mkali
Aspirant
Aspirant
Posty: 2
Gatunek: Lew
Płeć: Samiec
Data urodzenia: 10 lip 2019
Krzepa: 5
Zręczność: 5
Percepcja: 5
Kontakt:

Re: Zapisy

#141

Post autor: Mkali » 10 lip 2019, 21:53

Imię: Mkali, czyli w tłumaczeniu 'Jasny'

Charakter: Syn rodziny królewskiej i przyszły spadkobierca tronu... A poza tym, to się jeszcze zobaczy.

Wygląd: Na razie niewielka kulka o jasnym futerku.

Akcept

Sarina
Aspirant
Aspirant
Posty: 2
Gatunek: Lew
Płeć: Samica
Data urodzenia: 10 lip 2019
Krzepa: 5
Zręczność: 5
Percepcja: 5
Kontakt:

#142

Post autor: Sarina » 11 lip 2019, 11:18

Cóż można powiedzieć o małej kulce, która nawet nie zobaczyła jeszcze światła dziennego? A jednak ta mała kulka może okazać się dużo ważniejsza, niż się z pozoru wydaje. W końcu to jedna z potomków rodziny królewskiej. Kto wie? Może kiedyś to jej przyjdzie zasiąść na tronie? Na razie jednak dużo ważniejsze od władzy jest dla niej mamine ciepło i miarowe bicie jej kochającego serca...

Akcept
Mała lwiczka, bardzo przypominająca mamę. Jej futro jest koloru białego, oczka zaś złociste.

Płowa
Posty: 6
Gatunek: Sęp afrykański
Płeć: Samica
Data urodzenia: 13 lip 2010
Krzepa: 15
Zręczność: 30
Percepcja: 65
Kontakt:

#143

Post autor: Płowa » 14 lip 2019, 0:00

Wysunęłam dziób spod jej głowy i cofnęłam się kilka kroków. Moje palce zatapiały się w szorstkim piachu, byłyśmy na plaży, i musiałam rozłożyć skrzydła, żeby utrzymać równowagę, ale wtedy uderzył mnie w plecy mocny podmuch i zaskoczona nim popatrzyłam odruchowo pod nogi. Nie chciałam jej się przyglądać. Ale nie mogłam odwrócić wzroku, kiedy już na nią spojrzałam.
Przez wiele dni będę przypominać sobie, jak poruszały się wtedy jej pióra - trzepotały tak dziko, jakby moja mama leciała, choć to tylko ostry wiatr je mierzwił. Obniżyłam trochę skrzydła, żeby ją przed nim osłonić. Ziarenka piasku przestały przez nią przebiegać. Światło znad mojego ramienia padło na jej bujną kryzę i wtuloną w nią głowę. Spróbowałam tak wygiąć szyję, żeby nie wdzierało jej się do oczu, albo może tylko przestępowałam z nogi na nogę, bo dęcie wiatru podrywało mnie do lotu, sama nie wiem. Chyba płakałam. Chociaż wolałabym nie. Jakże byłoby dobrze, gdybyśmy mogły obie umrzeć w powietrzu, nigdy nie schodzić na ziemię. Byłoby tak spokojnie. Ale nawet sępice muszą pocałować przed śmiercią ziemię, by nie mieć później kłopotów. Takich, jakie sprowadziła na nas moja babka.
Babka była jedyną w swoim rodzaju anarchistką. Mama powtarzała, że jestem jak ona, ale chyba nie było tak źle. Opowieści o ekscesach babki wypełniały niemal każde rodzinne spotkanie, więc wiedziałam to i owo. To była prawdziwa wiedźma, uprzykrzała wszystkim życie. Mama, moi wujowie i ciotki nie mieli łatwo, zdarzało się, że musieli po cichu niszczyć jej zapasy suszonych ziół, żeby nie okopcała drzew sąsiadów, a potem tylko wcierali w oskubane czerwone kupry glinę. Tak czy inaczej moja babka umarła nad jeziorem. Nad jeziorem. W górze. Nikt nie wie, co się dokładnie tam wydarzyło, może w końcu wyjaśniła coś sobie z jakimś demonem, ale była już wiekową sępicą i jak kamień w wodę - no wiecie, przepadła. Nigdy nie wypłynęła na wierzch. Nie pocałowała ziemi.
Moja mama została przeklęta. Moja biedna mama. I wszyscy jej bracia i siostry. Chyba doszliśmy w końcu do tego, że był to jakiś duch ziemi, śmiertelnie zagniewany o poskąpienie mu pocałunku, ale znając babkę, mogło to być cokolwiek. Szybko straciłam dwie ciotki. Jeden wuj odleciał, by ratować skórę, i może mu się to udało, a może trafił go piorun. Inny oszalał i nim spadł mu na głowę owoc baobabu, codziennie przed wschodem słońca obdarowywał pocałunkami ziemię, przebłagując złego ducha.
Gdy wyklułam się ja i moje dwie siostry, mama postanowiła przechytrzyć demona i nazwać nas w taki sposób, żeby nie mógł nas znaleźć. Moim siostrom nadała jednakowe imię - Szybka. Nie różniłyśmy się od innych sępów i nie wyrosłyśmy na jastrzębie, dlatego nawet gdyby zły duch obserwował Szybkie, chcąc się upewnić, że to one, nie rozpoznałby żadnej Szybkiej w moich dwóch powolnych, ciężkich siostrach. Mamą kierowało coś jeszcze: chciała, żebyśmy zawsze życzyły sobie jak najlepiej. Po śmierci babki nie układało się między nią a jej rodzeństwem najlepiej, z nami miało być inaczej. Szybkie miały się nawzajem chronić, ponieważ były jak para akacji, która zrosła się pniami - ich imię było jak jedna korona dwóch drzew.
Uśmiechnęłam się do siebie, gdy pomyślałam, że moja mama umarła w tak podeszłym wieku. Siedziałam obok niej, wiatr nie przestał mocno dąć, zupełnie potargał mi pióra, siedziałam i bawiłam się piaskiem jak pisklę, przesypywałam go przez palce, wygładzałam, no i zastanawiałam się, czy zły duch da już naszej rodzinie spokój, skoro córka sępicy, która zalazła mu za skórę, oddała swój ostatni oddech ziemi, tak jak sępowi przystało. W jaki sposób mama go przechytrzyła? Na pewno ze mną jej się udało, nigdy nie dał mi o sobie znać, w końcu... szukał płowej, kiedy ja byłam ciemna jak drzewo mahoniowe, prawda, mamo? Byłaś bardzo sprytna, to ci trzeba przyznać. Na pewno sobie tam, gdziekolwiek teraz jesteś, poradzisz.
Przetarłam dziób o bark. Otrzepałam nogi z piasku już w locie.

Akcept

Awatar użytkownika
Lorraine
Posty: 3
Gatunek: Lampart Plamisty
Płeć: Samica
Data urodzenia: 17 mar 2016
Krzepa: 50
Zręczność: 50
Percepcja: 40
Kontakt:

#144

Post autor: Lorraine » 14 lip 2019, 13:24

Lorraine pochodzi z zachodu, daleko za Zachodnią Koroną. Mieszkała tam z rodziną.
Ma 2 siostry i 2 braci. Jest najstarsza z rodzeństwa. Dzieciństwo miała normalne i fajne.
Jej matka, jest bardzo podobna do niej z twarzy, a z maści nie jest podobna do nikogo z rodziny.
U niej, wszyscy w rodzinie są cali czarni, a ona ma trochę brązowego. Niedawno postanowiła rozłączyć się z rodziną i poszukać nowego domu dla siebie.
Trudno było jej się pożegnać z rodziną oraz przyjacielem, z którym zawsze razem chodziła po dżungli, chodź i tak, rozdwoiły im się drogi, przed jej odejściem. Słyszała o tej krainie od mamy. Mówiła, że tu jest bardzo fajnie, dlatego postanowiła poszukać tego miejsca.
Z charakteru jest spokojna i opanowana. Ma dużo cierpliwości. Jest bardzo miła i cieszy się z nawet najmniejszych rzeczy. Lekko strachliwa, ale potrafi być wredna dla niektórych osób. Kocha wchodzić na drzewa. Jeśli chodzi o wygląd, tak jak mówiłam na początku jest czarna z lekko brązową plamą idącą przez brzuch i z cętkami.
Ma dwukolorowe oczy, lewe zielone, prawe niebieskie (z jej perspektywy). Ma szary, trójkątny nos i duże uszy. Na twarzy ma czarne znamiona, których również nie ma nikt w rodzinie. Nie znosi gorąca. Raczej jak każdy czarny zwierz, ale ona o wiele bardziej.
Kocha towarzystwo, ale nie chciałaby angażować się w jakieś stada. (Avatar pewnie później będzie poprawiony na ciemniejszy).

Akcept

Awatar użytkownika
Śliwka
Posty: 17
Gatunek: Lew
Płeć: Samica
Data urodzenia: 20 wrz 2013
Krzepa: 40
Zręczność: 65
Percepcja: 45
Autorzy obrazków: Chee, NyanQueen
Kontakt:

#145

Post autor: Śliwka » 20 lip 2019, 23:39

Wychował mnie tatulo, nie znałam mamy. Żyło nam się dobrze tak we dwoje, tatulo polował jak mistrz i nauczył mnie wielu rzeczy. Może miał jakieś wady, na przykład nie miał ćwiartki ucha, tyle wam powiem. Poza tym był idealny i nauczył mnie wielu... już mówiłam.
Tatulo i ja czasem odwiedzaliśmy naszych przyjaciół, ale raczej trzymaliśmy się sami. Przyjaciele nie zawsze byli dla mnie najmilsi i chyba przez to było właśnie tak, jak było. Czasami robiło mi się przez nich bardzo przykro, zwłaszcza jak byłam jeszcze mała. Dużo się ze mnie naśmiewali, mówili na mnie "ty cielaku" albo "grubasie", mieli bardzo bujną wyobraźnię! Ja nazywam Śliwka, tak im zawsze mówiłam. Śliwka. W różnych stronach, w których z tatulem bywaliśmy, zawsze wypytywaliśmy, jak się mówi na śliwki, tak żeby zebrać wszystkie, jakie tylko są, możliwe nazwy i nasza kolekcja urosła ogromna! Cały czas w zasadzie byliśmy w drodze, tylko czasami zatrzymywaliśmy się gdzieś u znajomych tatula, a tak to wędrowaliśmy, więc mieliśmy wiele okazji, żeby pytać nieznajomych o śliwki. Więc można na mnie mówić Safou, Atanga, Ube albo Nsafu, ale nigdy "ty cielaku" albo gorzej.
Przy okazji takiego wędrowania poznawałam cały świat. Dużo dowiadywałam się o roślinach: leśnych, pustynnych, wodnych i wielu, naprawdę wielu innych. Byłam roślinną wyjadaczką, ale to wcale nie znaczyło, że wszystkie rośliny wyjadałam, oj nie, od tego bolałby brzuszek, właśnie na tym polegała nauka: o kwiatuszkach i strączuszkach, które potrafiły uzdrawiać, czyli ZIO-ŁACH, i innych - szkaradnych i niebezpiecznych TRUCIZNACH. Niektóre łatwo było ze sobą pomylić, ale miałam swój nosek do rozpoznawania nawet najbardziej podobnych zapachów, no i na kolce jeżozwierza, mnie to naprawdę ciekawiło! Nie byłam może najbardziej spostrzegawcza na całym świecie i strasznie, ale to strasznie długo nie umiałam się nauczyć nazwy proslalajla... prososo... psoralia, ale w końcu i to pojęłam, i nawet wzięłam w zęby geranium, choć okropnie śmierdziało i oczy mi wychodziły na wierzch.
Wiem, że tatulo się bardzo martwił, czy sobie sama poradzę, kiedy go nie będzie, i dlatego tak dużo mnie uczył o ziołach. A to, że mogłoby go nie być, to w ogóle wydawało mi się zupełnie nie do wyobrażenia, ale podróżuję już bez niego od ostatniej pory deszczowej i całkiem dobrze sobie radzę. Bywają tarapaty, ale kto ich nie ma? Ciągle się uczę i pamiętam, do kogo się udać w razie naprawdę wielkich kłopotów, mój tatulo był starym wędrowcem, jak to mówił, tu i tam poznawał zwierzęta. Mam w głowie całą piosenkę, którą dla mnie ułożył na taką najgorszą konieczność. Mam w głowie dużo piosenek na różne konieczności. Piosenka na nieudane polowania mówi o poszukiwaniu sępów na niebie i o roślinach, które można bez szkody dla brzuszka zjeść. I mówi też o tym, żeby się nie poddawać. O tym są w zasadzie ostatnie słowa każdej piosenki. Tatulo nie miał wybujałej wyobraźni i nie umiał śpiewać. Ja też nie umiem, po nim, ale nie mam mu tego za złe.
Dużo bym mogła opowiadać o naszych dziejach, ale mam przed sobą ważniejsze sprawy. Marzę, że znajdę wielką miłość, o której tyle się opowiada historii. Chociaż powtarzali, że dla takich lwica jak ja nie ma miłości, ja myślę swoje. Od zawsze musiałam bardziej myśleć swoje niż innych, w przeciwnym wypadku nie dałabym rady. Nie za bardzo umiałam się zmienić, ale teraz już wiem, że nie jest to konieczne. Muszę tylko przekonać o tym kogoś, kto się we mnie zakocha.

Fajna, ciekawa forma przedstawienia postaci.
Akcept.
Ostatnio zmieniony 23 lip 2019, 19:19 przez Śliwka, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Upweke
Posty: 3
Gatunek: Lew
Płeć: Samica
Data urodzenia: 26 mar 2017
Krzepa: 45
Zręczność: 65
Percepcja: 40
Autorzy obrazków: Upweke
Kontakt:

#146

Post autor: Upweke » 23 lip 2019, 12:47

Przeszłość tej lwicy nie barwi się w kolorach tęczy. Jej rodzice Kiongozi i Uzuri sami założyli stado i byli parą alfa. Przez długie lata byli najlepszą parą dowodzącą sprawiedliwie. W czasie swoich lat władzy sprowadzili na świat czwórkę lwiąt, trzech samców i samice. Kiongozi i Uzuri mieli inne wizje wychowywania lwiątek, jednakże samica musiała się poddać woli swojego męża. Przez co od najmłodszych lat lwiątka musiały sobie radzić same, by móc w przyszłości dać sobie radę z prawdziwym życiem. Upweke miała najgorzej z całej czwórki, jako jedyna nie była podobna do ojca, a do matki. Nie tylko z wyglądu, ale i charakteru. Tak więc musiała starać się dwa razy bardziej, by surowy ojciec zwrócił na nią uwagę, a nie na starszych braci, którzy robili niewiele, a byli chwaleni na każdym kroku. Miesiąc po miesiącu z sympatycznej i pomocnej samicy, stawała się podłą i bezuczuciową namiastką dawnej siebie. Przez kolejne lata sroga władza ojca dawała się we znaki nie tylko najbliższej rodzinie, ale również lwom, które dołączyły kiedyś do stada. Powoli zaczęły odchodzić, aż w końcu w stadzie zostali jedynie najbliżsi. Upweke również miała dość władzy ojca i gdy tylko ukończyła wiek, w którym mogła odejść zrobiła to bez żadnych przeszkód. Pożegnała się jedynie z matką, którą darzyła miłością i wielkim szacunkiem oraz z najmłodszym bratem, który był bliski jej sercu. Nie wiedziała tak naprawdę dokąd zmierza. Szła nocami, bowiem wiedziała, że ojciec wyśle za nią jej braci, by ci zabrali ją z powrotem do domu. Po wielu dniach, pewna, że bracia zrezygnowali z poszukiwania jej zaczęła żyć pełnią życia. Doszła do wniosku, że ucieczka z domu, podróż w nieznane sprawi, iż w końcu odkryje siebie.

Odpowiedz

Wróć do „Zapisy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość