Newsy
  • 19.06.19
  • Na forumowym fanpage'u trwa tydzień Simby. Rozpoczęło się też głosowanie na kolejną postać tygodnia.
  • 15.06.19
  • Rozpoczęły się zgłoszenia na postać miesiąca.
  • 14.06.19
  • Na wersji mobilnej zostały wyłączone avatary na czacie i podpisy w postach.
  • 12.06.19
  • Zwycięzcą konkursu plastycznego na wizerunek Wodza został Noir. Gratulujemy wygranej.
Fabuła
  • Zlot przy Gejzerach
  • Na Cmentarzysku zbierają się współpracownicy Wodza
  • Więzień polityczny
  • Lampart deklarujący współpracę z Berghi został zatrzymany przez lwioziemskich strażników
  • Efekty uboczne
  • Rytuał przeprowadzony przez Nabo na Lwiej Skale miał o wiele gorsze skutki niż mógł to przewidzieć. Przekonali się o tym wszyscy szamani w okolicy.
  • Spotkanie rodzeństwa
  • Sigrun i Furaha spotkali się po długiej rozłące.
  • Zaginiony kompan
  • Kifo wyruszył na poszukiwania Bjørna, który wciąż nie zjawił się po przeprowadzce na terenie Złej Ziemi.
  • Śledztwo Jasira
  • Zdeterminowany by odnaleźć zaginioną córkę, Lwioziemiec przesłuchuje podejrzanego lamparta.
  • Niespodziewana śmierć
  • Jedno z dzieci Setha i Nefthis zmarło z powodu nieznanej choroby.

Lwia Ziemia przywódcy: Athastan, Tib

Zła Ziemia przywódca: Ragir

Legion Seta przywódca: Maer'vu

x
Suwak
Lwia Skała Wodopój Las Kanion Termitiery Jezioro ZZ Wulkan Góry LS Jaskinie Kilimandżaro Upendi Drzewo życia Wielki Wodospad https://krollewpbf.pl/viewforum.php?f=47 Oaza Ruiny Pustynia Ciernisko Cmentarz Pole bitwy Zarośla Bagno Słone jezioro Gejzery Góry ZZ Wielka woda Jezioro szmaragdowe Jezioro flamingów Kaskada Grobowiec Image Map Rzeka Wąwóz Dżungla Pustkowia Równina Rzeka 2 Sawanna 2 Rzeka 3 Las namorzynowy Dolina wichrów Nadrzecze Dolina LS Drzewo życia Image Map Sawanna LZ Lupa

Zapisy

Użytkownik zamierzający rozpocząć grę na fabule musi opisać tutaj swoją postać. Znajdują się tu także karty postaci.

Awatar użytkownika
Koto
Aspirant
Aspirant
Posty: 44
Gatunek: Lew
Płeć: Samiec
Data urodzenia: 17 kwie 2018
Krzepa: 20
Zręczność: 60
Percepcja: 40
Autorzy obrazków: KyuubiCore
Kontakt:

Re: Zapisy

#121

Post autor: Koto » 18 maja 2019, 13:54

Historią postaci ingeruje nieco w fabułę jeśli nie forum to chociaż stad, dlatego proszę rzucić okiem uważniej czy coś takiego jest okej.

Imię: Koto

Wiek: 17 Kwiecień 2018

Ranga: -

Rodzina: Reg, Annais – rodzice pochodzący z Legionu Seta. Być może ma młodsze rodzeństwo.

Stado: Samotnik

Aparycja: Smukły lew, który dopiero co wkracza w swoje młodzieńcze lata. Ma dość ciemne umaszczenie ale nie jest to brąz. Raczej coś pomiędzy złotem i brązem. Ciało pokrywa trochę blizn co jest o tyle dziwne, że lew jest jeszcze młody. Ma też zielone oczy a końcówka ogona wydaje się nieco wystrzępiona.

Charakter: Koto wydaje się nieco zagubiony. Nie kojarzy skąd się wziął na sawannie i ma to ogromny wpływ na jego charakter. Jest też podejrzliwy względem wszystkich. Jakby spodziewał się jakiegoś ataku. Łatwo dostrzec, że jest stonowany i kalkulujący. Widać to w każdym jego kroku. Nie ma masy swoich rówieśników więc nadrabia to ostrożnością i sprytem. Lubuje się też w okrucieństwie, objawia się to szczególnie w czasie polowań gdy bawi się jeszcze żywym jedzeniem pławiąc w jego cierpieniu.

Ozdoby i ich pochodzenie:Piętno na lewej łopatce – „Żywa blizna” w kształcie Hieroglifu – historia.

Historia:

Kiedyś zrodził się plan. Wszak wiedza to potęga a tego najbardziej pragnął Legion. Pragnął tego również Set. Jednakże coraz ciężej było o tę monetę. Inne stada stały się podejrzliwe, ostrożne. Szpiedzy coraz częściej wracali z pustymi łapami, coraz częściej wogóle nie wracali.
Ta waluta, nigdy jeszcze nie była tak cenna. Dlatego powstał plan.
Lwica o czarnym umaszczeniu bardziej przypominała panterę niż lwa. Wpatrywała się w lwiątko pracując nad nim w ciszy. Mały nie mógł mieć więcej niż kilka miesięcy. Miał ciemne umaszczenie a wokół szyi nie było widać najmniejszych śladów zarostu. Leżał na boku nie dając żadnych oznak życia.
Matrona pracowała nad nim wyobrażając na nim jakiś symbol. Pracowała uważnie i powoli ale z pewnością która nadawała każdemu jej ruchowi cel. Nie był to przyjemny widok.
Przy młodym samcu kręciło się jeszcze kilka lwic, powolnym krokiem zataczały kręgi mijając się co jakiś czas. Czaiły się jakby gotowe skoczyć w jego obronie. Chociaż może czekały na okrzyk bólu by ukrócić cierpienia stworzenia.
Gotowe? Rozległ się ochrypły głos gdzieś spoza kręgu światła.
Skończę kiedy skończę, nie popędzaj mnie.
Jedyną odpowiedzią był cichy warkot dochodzący z cieni. Teraz nieco wyraźniej rozlegał się też chrzest łap gdy postać krążyła poza zasięgiem światła wyraźnie zniecierpliwiona. Czekał na to tyle czasu...
Niecierpliwisz się, to zrozumiałe. Wszystko jednak idzie zgodnie z planem, twoja obecność jest tu zbędna.
To moj syn, jak zechce tu być to nie zmusisz mnie do odejścia.
Lwica po raz pierwszy przerwała swoją pracę odwracając pysk w kierunku otaczającej ją ciemności. Przez nozdrza przechodził jej kościany kolczyk a z jednego z uszu zwisały rzemyki z drewnianymi talizmanami. Rzuciła karcące spojrzenie w ciemność.
Uzgodniliśmy to już, odezwała się władczym tonem. To dziecko ma być jedynie narzędziem, sposobem na osiągnięcie celu.
Prychnęła odwracając się do nieprzytomnego kociaka. W jej oczach nie było ani krzty łagodności, były zimne jak stal.
Czyżbyś miał wątpliwości co do losu naszego dziecka?
Była to dziwna sugestia. Ostatecznie to samiec ponaglał kapłankę ale Annais nie dała się naprać. Stary lew krążący poza światłem był doświadczony i cierpliwy. Wiedział kiedy czekać a kiedy zadać cios. Nie dawal ponieść się emocjom. Teraz jednak wyraźnie był strzepkiem nerwow, choć nie każdy mogłby to dostrzec.
Nie bądź śmieszna! Warknął na Reg na tyle głośno, że samice krażące wokół młodeko nastroszyły się sycząc. Przez ostatnie miesięce dopatrywał tego lwiątka, uczył je, uodparniał je. W tak krótkim czasie miał osiągnąć perfekcję a teraz ryzykowali to wszystko co do tej pory zdołał w młodym zbudować. Oczywiście znał plan, już dawno się na niego zgodził. Czuł jednak pewien żal. Nie, nie po swym synu a po pracy, którą własnie mieli zmarnować.
Zainwestować, nie zmarnować. Poprawił się w myślach lew przysiadając na skraju ukryty w półmroku.
Wydali na świat to dziecko w jednym tylko celu. Miało zostać idealnym szpiegiem, być może ukrytą bronią. Taką, która nawet nie wie, że ktoś ją dzierży, nie wie że dopuszcza się zdrady. Miał być szkolony, przygotowany, zarówno mentalnie jak i fizycznie. Tego jednak nie można było ukończyć, mogli jedynie zbudować podstawy.
Koto miał zostać przeklęty znakiem samego Seta tak by odpowiedział na wezwanie Legionu. Tak by zawsze się go słuchał, tak by bezwarunkowo wykonał każdy rozkaz a potem o tym zapomniał. Uśpiony pośród wrogów, będącym jednym z nich pozna ich tajemnice, zaskarbi sobie ich zaufanie tylko po to by wydać ich na pastwę Legionu, nieświadomy swej zdrady. Nawet Set rozciągał pysk w uśmiechu słysząc tak snute plany. Reg czuł jednak żal.
Dokonało się... Powiedziała Annais odsuwając się od młodego lwa. Na jego skórze, pośród krwawych śladów widniał wyraźny Hieroglif, jakby pulsujący jeszcze magią.

Przebudził się czując smak ziemi w pysku. Głowa odrazu mu zaciążyła i pozwolił sobie nie otwierać oczu przez jeszcze moment. Kolejnym bodźcem były dźwięki. Ciche szmery i bzyczenie, szelest trawy na wietrze. Potem zapach, ktory wywołał głosne burczenie w jego brzuchu. Koto podniósł sie na cztery łapy i rozejrzał. Otaczała go wysoka trawa sięgająca chyba po sam horyzont. Nie zwietrzył niczego.
Halo? Zapytał gardłowo. Miał sucho w pysku. Mlasnął językiem i podniósł się. Spojrzał za siebie. Było tam coś przypominające dżunglę. Wiedział, że nie mógł tam pójść. Potrzasnął łbem. Jak mógł to wiedzieć, skoro nawet nie wiedział skąd się tu wziął. Odwrócił łeb przed siebie widząc w oddali samotną skałę. Przypominała mu tron. Bez zastanowienia podniósł się i ruszył w jej kierunku.

Czy będzie pamiętać?Zapytał Reg. Razem z lwicą spoczywali pomiędzy trawami obserwując oddalającego się Koto.
Będzie pamiętać to czego go nauczyłeś, jak się skradać, jak unikac niebezpieczeństwa. Będzie pamiętać co lubi, czego nienawidzi i czego się boi. Będzie nadal sobą, tak długo jak do niego nie Przemówimy. Odpowiedziała kapłanka unosząc wyżej łeb, jakby chciała się upewnić, że młode trafi tam gdzie powinno.
A nas?
Nie. Odpowiedziała beznamiętnie. Nas już nigdy nie będzie pamiętać, tego co się tu wydarzył, tego skąd pochodzi.
Lew nie wydał z siebie rzadnego dźwięku, ciężko było powiedzieć co myśli. Lwica natomiast podniosła się i przeszła obok Rega miziając go okonem figlarnie po pysku.
Dobrze się spisałeś, ale jesli chcesz potomka to zapomnij o nim. Mogę Ci dać kolejnego. Odeszła po tych słowach w gęstwiny a lew zrobił to samo stąpając ciężko.

Akcept
Wygląd:
Smukły lew, który dopiero co wkracza w swoje młodzieńcze lata. Ma dość ciemne umaszczenie ale nie jest to brąz. Raczej coś pomiędzy złotem i brązem. Ciało pokrywa trochę blizn co jest o tyle dziwne, że lew jest jeszcze młody. Przez to sierść nie rośnie na nim równomiernie i wydaje się jakby miał dziurki w swym poszyciu. Największa z blizn umieszczona jest na lewej łopatce i wygląda jakby była tam celowo. Sierść jest w niektórych miejscach wytarta jakby się obtarł lub nie miał zbyt dobrej diety. Ma też zielone oczy a końcówka ogona wydaje się nieco wystrzępiona.

Awatar użytkownika
Kalahari
Posty: 19
Gatunek: P.Leo Leo
Płeć: Samica
Data urodzenia: 15 cze 2017
Krzepa: 30
Zręczność: 70
Percepcja: 50
Autorzy obrazków: Xylax/Lioden

#122

Post autor: Kalahari » 18 maja 2019, 17:22

Czy kiedy przychodzimy na świat nasze role są już nam przypisane? Każda jaskółka musi całe swoje życie spędzić w przestworzach, tak jak każdy lew winien być łowcą i na mordowaniu się skupić.


Stado w którym Kalahari przyszła na świat i wychowała się było dość specyficzne, władca miał obsesję na punkcie czystości krwi, dlatego też za partnerki obierał sobie kuzynki i siostry, a nawet własne córki. Władca ten był jej ojcem i kuzynem matki, no cóż, mogło trafić się jej znacznie gorzej.
I tak poza małym defektem związanym z uszami jest nawet całkiem zdrową lwicą o brązowo-beżowym umaszczeniu i bystrych zielonych oczach. Można by powiedzieć że całkiem przeciętna z niej samica, bo ich większość w jej stadzie ma podobne kolory. Na tym jednak kończy się przeciętność Kalahari.

Charakter: Jest nadwyraz złożoną istotą, o własnym kodeksie moralnym i wartościach. Powiedzieć można, że jest panią swojego życia i z pewnością nie tylko nie da sobie wejść na łeb, ale też znajdzie wyjście z wielu sytuacji. Niezwykła spostrzegawczość i pedantyczna drobiazgowość pozwala jej na dogłębną ocenę sytuacji, niestety odbija się to trochę na szybkości działań i czasem gdy wpadnie w swój wynalazczy trans wydaje się być flegmatyczna, ale czy świat powstał w jeden dzień?
Otóż to.
___________
Dlaczego by nie zastosować tych kilku składników razem i zapanować nad światem?

Samicy żyjącej w stadzie jest przypisane kilka konkretnych obowiązków. Polowania, opieka nad dziećmi i oczywiście rodzenie tych dzieci. Nieszczególnie czuła pociąg do tego utartego szlaku, chociaż w pierwszych miesiącach swojego dorosłego życia wypełniała dwa pierwsze obowiązki należycie. Dobry z niej myśliwy, za dziećmi nie przepada, chociaż wspaniale nadają się do przeprowadzenia różnych badań, bo berbecie za myszkę zrobią dosłownie wszystko.
Wolny czas spędzała na zgłębianiu tajemnic wszelkiej maści, począwszy od tego czemu wszystko co podrzucone spada, kończywszy na tym dlaczego raki chodzą tyłem. Ciekawość, niebywała chłonność umysłu i zręczność kotki została spostrzeżona przez stadnego ekscentryka wynalazcę. Podstarzały lew uznał że ma wszystkie niezbędne cechy by zostać jego uczennicą, dlatego przejął nad nią pieczę na co Król zgodził się od ręki, być może miał na to wpływ fakt, że w międzyczasie wynikły nieprzyjemne konsekwencje jego obsesji i nie chciał kolejnego karła w królewskiej rodzinie?
Uwolniona od obowiązków podjęła szkolenie i chociaż bez przeciwstawnych kciuków ciężej było jej dokonać niektórych rzeczy, radziła sobie wybornie zdobywając dość szybko tytuł rzemieślnika.

Ostrożnie z tą siarką, węglem i tym...tam takim białym proszkiem.

Prace nad kolejnym projektami zajmowały mistrza na długie godziny, miała więc sporo czasu dla siebie i swoje wynalazki, albo sen. Bo wyspany umysł to efektywny umysł i właśnie podczas poobiedniej drzemki jaskinią wstrząsnął potężny grzmot. Jakby uderzył w nią piorun, tyle tylko że żadnego pioruna, ani burzy nie było. Lwicy udało się uciec z walącej się groty, czego nie dało się powiedzieć o ekscentryku, Kalahari wiedziała że ten pracował nad czymś, co miało pozwolić lwu zapanować nad ogniem, ale cały sekretny projekt mentor zabrał ze sobą do grobu, z zawaliska uratowała tylko kilka swoich szpargałow, w tym niewielką torbę z patyczkami do liczenia, twarde igły do szycia, kłębek rzemyka, mieszek siarki, kilka skórzanych zwojów z notatkami, między innymi przepis na faszerowaną figami rybę i skrzydlate nakrycie łba, wykonane ze skrzydeł sroki, oraz kości czaszkowej bawołu.
Po trwającej tydzień żałobie pożegnała się z rodziną i wyruszyła w podróż.

Ciekawostki:
- Umie wykonywać niektóre rzemieślnicze wyroby, chociaż wymaga to sporo czasu ze względu na mało zgrabne lwie łapy.
- Potrafi liczyć, opanowała prostą obrazkową formę zapisywania notatek.
- Zna właściwości siarki, węgla, wapna i krzemienia.

gut
Obrazek
Brązowa smukła panna z jaśniejszym beżowym spodem, o bystrym zielonym spojrzeniu.
Łeb lwicy zdobi skrzydlaty czerep, skrywający podwójne uszka.

Awatar użytkownika
Imari
Aspirant
Aspirant
Posty: 31
Gatunek: lew
Płeć: Samiec
Data urodzenia: 17 maja 2016
Krzepa: 60
Zręczność: 60
Percepcja: 30
Autorzy obrazków: AleTie
Kontakt:

#123

Post autor: Imari » 19 maja 2019, 18:08

Imari to lew znikąd.
Jego matka pochodziła z Lwiej Ziemi. Nigdy nie zdradziła powodów opuszczenia swojego domu. Urodził się niedługo potem. Nie wrócili na Lwią Ziemię. Przygarnął ją z lwiątkiem potężny złoty lew. Wcielił obydwoje do swojego stada. Imari miał rodzeństwo ale nie miał czasu aby nawiązać większe więzi. Był najstarszy i był samcem, co nie za bardzo podobało się partnerowi jego matki.Obce lwy traktował jako konkurencje. Imari nie był z jego krwi i stał się drzazgą w oku. Od najmłodszych lat był łamany i trenowany. Ciemny samiec walczył w imię swojego ojczyma czy to na polu walki czy w innych sytuacjach. Jego rodzina nie funkcjonował tak jak powinna. Na łożu śmierci matka kazała Imariemu wrócić na lwia ziemie i porozmawiać z królem i ten wszystko będzie wiedział. Tam miał wszystkiego się dowiedzieć, tam miał poznać prawdę. Nie miał wyjścia, jeśli by nie odszedł to ojczym albo by pozbawił go życia albo sam wygnał. Młody samiec ruszył w drogę.

Akcept

Awatar użytkownika
Jasiri
Posty: 9
Gatunek: Lew Afrykański
Płeć: Samica
Data urodzenia: 04 lut 2019
Krzepa: 35
Zręczność: 35
Percepcja: 20
Autorzy obrazków: Kitchiki
Kontakt:

#124

Post autor: Jasiri » 20 maja 2019, 16:15

Historia:
Na świat przyszła jako "samotnik", w oddalonej od lwich terenów, dżungli. Z racji na awersję Maishy do stad oraz jej wrodzoną nieufność, Jasiri nie miała kontaktów z lwami spoza swej najbliższej rodziny, co niejednokrotnie przekładało się na silne uczucie nudy, zwłaszcza gdy z upływem czasu, lwiątko stawało się coraz aktywniejsze. Ze względu na surowe nastawienie matki do obcych, jej jedynym źródłem rozrywki była eksploracja pobliskich terenów, niemal zawsze w towarzystwie członka rodziny. Zdarzały się jednak sytuacje, kiedy to Jasiri zdołała umknąć przed czujnym wzrokiem swego opiekuna, co pozwalało lwiątku na nawiązywanie znajomości z innymi zwierzętami. Jej życie poza lwimi ziemiami z całą pewnością trwałoby dłużej, gdyby nie nagła śmierć matki. Maisha została zamordowana przez grupę hien, podczas samotnego polowania. W ten dość okrutny sposób, poznała na własnej skórze siłę jedności. Odejście lwicy mocno wstrząsnęło małą Jasiri, a także przyczyniło się do gwałtownej decyzji ojca. Mjuvi postanowił opuścić dżunglę, by udać się na poszukiwania swego kuzyna. W tę trudną wyprawę postanowił wziąć swoją córkę, co spotkało się z oburzeniem siostry zamordowanej - Malkii. Lwica nie chciała pozwolić mu zabrać lwiątka ze sobą. Swój sprzeciw argumentowała trudami wędrówki, a także często używanym wśród lwic sformułowaniem "stado to kłopoty". Malkia nie tylko zamierzała zatrzymać Jasiri, ale także odwieść od tego pomysłu samego Mjuviego. Bezskutecznie. Samiec postawił na swoim, a skuszone wizją nowych odkryć i poznania innych lwów, młódka postanowiło udać się wraz z ojcem w nieznane.
Szybko zrozumiała, co ciocia Malkia miała na myśli, gdy wspominała o trudach wędrówki. Dla tak młodziutkiego organizmu, był to spory wysiłek. Często kończyła w pysku ojca, gdyż jej łapki łatwo męczyły się długą wędrówką. Mjuvi, mimo obaw pozostawionej w dżungli lwicy, bardzo dobrze dbał o młode, stawiając jej dobro ponad swoje. To dzięki jego opiece, przeżyła mozolną wędrówkę i dotarła do Lwiej Ziemi, jednakże to właśnie tutaj obawy Malkii zaczęły się sprawdzać.
Mjuvi, pogrążony w nostalgii i napędzany chęcią dołączenia do zamieszkującego tamte rejony stada, rozdzielił się ze swoją córką. Był tak zaabsorbowany opowiadaniem potomstwu własnej historii, że nie zauważył, iż jego słuchacz zaintrygowany nowymi widokami, zboczył nieco z wyznaczonej przez niego ścieżki.

Charakter:
Jest dość ciekawską i odważną istotką. Z racji na swój młody wiek, często bywa naiwna oraz przesadnie ufna w stosunku do obcych. W przeciwieństwie do swej doświadczonej przez życie matki, Jasiri nie potrafi spojrzeć na innego lwa, jak na zagrożenie. Nie jest zatem w stanie trafnie ocenić intencji rozmówcy. Choć śmierć rodzicielki była dla niej niezwykle bolesnym doświadczeniem, lwiątko nie zatraciło swojej radości życia. Wciąż jest energicznym, wszędobylskim kociakiem, który nie potrafi usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Jest osobą przyjacielską i niezwykle towarzyską. Samo wychowywanie się w dość ograniczonym środowisku, zachęciło ją do nawiązywania znajomości z najróżniejszymi zwierzętami, nawet starszymi od siebie.

Akcept

Samael
Posty: 28
Gatunek: Lampart plamisty
Płeć: Samiec
Data urodzenia: 18 lis 2016
Krzepa: 30
Zręczność: 60
Percepcja: 50
Kontakt:

#125

Post autor: Samael » 23 maja 2019, 22:34

Imię:
Samael, choć zwykle mówi o sobie po prostu "Sam", co jest jednocześnie skrótem imienia, jak i jawnym nawiązaniem do trybu życia.

Wiek:
2,5 roku
Ranga:
Gbur i Podrywacz, a tak szczerze... brak.
Rodzina:
Może jest, a może i zdechła - kto ich tam wie. Ich obecność dla samca jest tak ważna jak ostatnio upolowana ofiara.

Stado:
Samotnicy

Aparycja:
Jego budowę można określić w dosyć prosty sposób - wygląda tak, jak na Lamparta przystało. Ma "zgrabne", delikatne ciało z zarysowaną linią mięśni w najważniejszych partiach, nienaruszone niczym u kocięcia. Wszystko to okryte warstwą ciemnej sierści, dającej dobre okrycie w zaciemnionych miejscach. Współczuć tylko ofierze, która w ciemności dojrzy parę jasno-zielonych ślepi, podążających za sylwetką, a następnie posmakuje na swej skórze ostrości białych, ostrych kłów, oraz czarnych, tnących niczym ostrze pazurów.

Charakter:
Cóż, jest nijaki, choć jeżeli trzeba powiedzieć coś więcej - kierujmy się w tą gorszą stronę. Ma okropnie olewcze podejście do większości żyjących istot, nie licząc wymaganych ofiar stanowiących podstawę diety, oraz... wszelkiego rodzaju samic. Zdecydowanie uważa, że większość kotowatych samców, zachowuje się jak napuszone pawie, więc nie są dla niego żadnym ciekawym punktem zaczepienia, choć zdarzają się wyjątki. Samice zaś i ich elegancja, są jego życiowym celem... chętnie się wokół nich kręci, giętkim językiem zbliża do swojej fałszywie szarmanckiej persony, by w rezultacie wykorzystać ich wiedzę, czy inne aspekty dla swej własnej pociechy. Jako że przez większość czasu żył samotnie, nie wdaje się w bójki, a jeżeli już ma walczyć, to stara się wszystko kończyć jednym, zabójczym atakiem z ukrycia. Trudny gnojek można rzec...

Ozdoby i ich pochodzenie:
Sam w sobie jest ozdobą!


Historia:
Nie była ciekawa - urodził się poza krainami, będąc owocem wątpliwej miłości, ba, był owocem gwałtu, którego następstwem była śmierć jego matki z łap "ojca". Zastraszony wizją podzielenia losu rodzicielki, począł kroczyć za mordercą, chcąc-nie chcąc łapiąc przy tym jego styl życia, oraz nauki. Mijał czas,a uczucia do martwej matki, mieszane z nienawiścią i rozpustnym życiem ojca, doprowadziły do kulminacyjnego momentu, którego zapalnikiem był zamach na znienawidzonego tatusia, którego inicjatorami była grupa pokrzywdzonych samic, oraz samców - partnerów wcześniej wymienionych. Los gnoja był przesądzony - został rozszarpany na strzępy, zaś w obawie o to, że Sam będzie kontynuował jego praktyki, postanowiono dokonać tego samego na nim, z tym... że on już wiedział co się szykuje i zdołał wziąć łapy za pas. Ucieczka przed przeszłością, próba nowego startu, długa wędrówka i tak trafił do krainy... a co będzie dalej? Kto to wie... oby było zabawnie.

Akcept
"Jego budowę można określić w dosyć prosty sposób - wygląda tak, jak na Lamparta przystało. Ma "zgrabne", delikatne ciało z zarysowaną linią mięśni w najważniejszych partiach, nienaruszone niczym u kocięcia. Wszystko to okryte warstwą ciemnej sierści, dającej dobre okrycie w zaciemnionych miejscach. Współczuć tylko ofierze, która w ciemności dojrzy parę jasno-zielonych ślepi, podążających za sylwetką, a następnie posmakuje na swej skórze ostrości białych, ostrych kłów, oraz czarnych, tnących niczym ostrze pazurów."

Awatar użytkownika
Maisha
Posty: 59
Gatunek: lew
Płeć: Samica
Data urodzenia: 01 gru 2017
Krzepa: 50
Zręczność: 50
Percepcja: 50
Autorzy obrazków: malaika4, kolorki ja
Kontakt:

#126

Post autor: Maisha » 05 cze 2019, 21:33

Maisha to brązowa lwica z jasnym podbrzuszem i błękitnymi oczami. Ma jasne znaczenia na łapach i ciemny pędzelek ogona. Jest smukła, normalnej wielkości. Delikatnie zarysowane mięśnie sugerują całkiem niezłą sprawność fizyczną.Porusza się lekkim tanecznym krokiem jakby chciała się unieść nad ziemię.

Lwiczka podróżuje przez świat próbując znaleźć swoje miejsce. Nie lubi się przywiązywać, choć jest towarzyska. Jest ciekawa i raczej uśmiechnięta. Żywiołowa i niecierpliwa szybko się denerwuje choć zwykle nie na długo. Jest empatyczna ale potrafi dbać też o siebie.

Urodziła się w dość dużym stadzie na południu. Z siostrami miała dobry kontakt jednak jej oczkiem w głowie był jej braciszek Keal. Mały urwis zawsze potrafił ją rozśmieszyć. Rodzice ją kochali, ale zawsze dawali jej do zrozumienia, że wraz z osiągnięciem dojrzałości będzie musiała ich opuścić a lwica akceptowała to. I tak wyruszyła w swoją wędrówkę.

Lwica jest bardzo umuzykalniona. Ma przyjemny miękki ale silny głos i uwielbia grać na wszystkim czym się da. W okół ogona zawinięte ma rzemienie tak samo na szyi.

Akcept

Awatar użytkownika
Neyaarii
Posty: 25
Gatunek: Lew afrykański
Płeć: Samica
Data urodzenia: 10 cze 2014
Krzepa: 45
Zręczność: 65
Percepcja: 40
Autorzy obrazków: Lineart - Malaika4 | Kolorki - me
Kontakt:

#127

Post autor: Neyaarii » 10 cze 2019, 12:55

Od czego by tu zacząć... czy w ogóle jest sens? Nie lubię wracać do swojej przeszłości, ale skoro już zapytałeś to mogę się nią podzielić. Pewnie zadajesz sobie pytanie czemu tak bardzo staram się wszystko trzymać pod kluczem i nie pozwalam żadnemu ze swoich dziejowych majaków pojawić się przed moimi oczami? Ha, no cóż... Bo to boli. Urodziłam się niezbyt daleko od granic krainy, gdzieś na wschód stąd. Jeszcze zanim uzyskałam samoświadomość istnienia wszyscy w piątkę byliśmy częścią stada. Ba, mój tatulek był nawet prawą łapą wodza. Ale kiedy miałam rok, wszystko się zmieniło. Zorganizowali pucz. Nikt nie wie po co, dlaczego. Było nam przecież wszystkim tak dobrze. Musieliśmy uciekać. Wtedy ostatni raz widziałam ojca. Pamiętam jak... jak patrzył na matkę ze łzami w oczach, zresztą ze wzajemnością. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, myślałam, że po wszystkim się spotkamy.
Mama, ja i dwójka moich braci błąkaliśmy się jak jakieś wyrzutki, nie mogąc znaleźć miejsca dla siebie. Czas mijał, dorastaliśmy, a kochana rodzicielka miała już bliżej, niż dalej. Świadomość tego była jakoś zatarta, bo przecież matki są niezniszczalne, one nie umierają szybko. Ale pech chciał, że musieliśmy się z nią szybko pożegnać. Wspomnienie z tamtego dnia do tej pory śni mi się po nocach. Pamiętam, że to była pora deszczowa, apogeum trwające tydzień. I to akurat wtedy nas znaleźli. Ci sami, którzy zorganizowali zamach stanu - chcieli głów wszystkich, którzy byli związani ze starą władzą. Pamiętam rzekę, strasznie rwała. Biegliśmy po kłodzie, najpierw ja, za mną bracia. A po drugiej strony ona, próbując za wszelką cenę nie pozwolić intruzom przejść na drugą stronę. Kazała nam uciekać, ale my nie mogliśmy się ruszyć. Kiedy padła myśleliśmy, że jest już po niej. Ale kiedy dwójka zabójców znalazła się na kłodzie, matka ostatkiem sił wykonała skok, porywając ich i siebie w przepaść. Zniknęli gdzieś w prądach rzeki. Wiesz... Ja nawet nie wiem co wtedy czułam. Widzę to jakby wyraźnie, ale jednak przez mgłę wewnętrznego szoku. Pamiętam, jak kilka dni po jej śmierci wędrowaliśmy w kompletnej ciszy. Ciężko było nam się pogodzić z jej stratą. Heh, tyle w tym dobrego, że przynajmniej potrafiliśmy już poradzić sobie sami. Ale w końcu nastał ten moment, że postanowiliśmy się rozdzielić, aby odnaleźć swoje własne powołanie. Teraz nie wiem co się z nimi dzieje, gdzie są, kim są. Ale wiesz, tęsknię za moimi braciszkami... Pytasz, co teraz ze mną? Przekroczyłam granice krainy w poszukiwaniu nowego życia. Ale jak na razie jakoś marnie mi to idzie. Dobra, ruszmy się w końcu, bo zaczynam być głodna. A nie chcesz mnie widzieć w amoku mięsnego pożądania, hah.
________________________________________ Jak wygląda?
Pięcioletni okaz zdrowia. Zgrabna i proporcjonalna sylwetka, nie za duża, nie za mała. Całość okala szara, aczkolwiek wpadająca lekko w beż sierść. Podbrzusze i żuchwa są jaśniejsze. Jej cechą charakterystyczną jest jasna, nieregularna plama na nosie oraz skarpeta na prawej tylnej łapie. Co przykuwa uwagę to na pewno jej oczy - tęczówki w kolorze wiosennej trawy wręcz skłaniają rozmówcę do utrzymywania kontaktu wzrokowego. Jej chód jest bardzo lekki, pełny gracji.

Jaka jest?
Neyaarii jest lwicą pełną życia, starającą się czerpać z niego jak najwięcej. Raczej optymistka, aczkolwiek stara się patrzeć realnie na otaczający ją świat. Nie jest porywcza, raczej kieruje się rozumem, niż nagłymi pobudkami, chociaż czasem zmuszona jest ulec kompletnego spontanowi. W stosunku do innych jest empatyczna i otwarta, chociaż swoje zaufanie dozuje wraz z poznawaniem nowych osobników. Nie boi się głosić swojego zdania, często przejmuje inicjatywę i nie straszne jej podejmowanie odpowiedzialności za kogoś lub coś. Do celu brnie na upartego, stosując przy tym różne środki.

Akcept

Awatar użytkownika
Savie
Posty: 20
Gatunek: Lew
Płeć: Samica
Data urodzenia: 15 mar 2015
Krzepa: 60
Zręczność: 40
Percepcja: 50
Autorzy obrazków: Maddie-Peacegrove
Kontakt:

#128

Post autor: Savie » 14 cze 2019, 13:03

Wspomnienia...
Możliwe, że miała kochającą rodzinę. Możliwe, że byłaby kimś więcej niż tylko pośmiewiskiem dla hien. Ciężko powiedzieć, bo to wszystko działo się za szybko i za wcześnie. Maluch nie był jeszcze gotowy, ale to tak jak my wszyscy. Dopiero wyjdzie w praniu. Tak czy inaczej, możemy się tylko domyślać "co by było gdyby...". Faktem jest to, że została porwana i porzucona.
Znalazła się na Pustkowiach - terenach zajętych przez hieny. Dorastała wśród tych zwierząt w ciężkich warunkach. Oczywiście sama by sobie nie poradziła. Wychowała ją jedna z hien, która otoczyła maluszka miłością i opieką. Niestety, niektórzy nie mogli tego zaakceptować. Zaczęły się pierwsze szarpaniny, bójki i choć Savie była silną lwicą przeciwników było za dużo. Też naiwnie myślała, że jest jedną z nich. Dopiero czas otworzył jej oczy. Od początku wmawiano jej różne kłamstwa. Sama uwierzyła w to, że jest słaba i do niczego się nie nadaje. Była pewna, że to właśnie z tego powodu jest potępiana. Ale powodem okazało się zupełnie co innego... Strach.
Hieny dokuczały nie tylko Savie, ale również jej opiekunce. Któregoś dnia obudziła się obok martwego ciała swojej przyszywanej matki. Nie mogła już tego znieść, wybuchła. Dopiero wtedy okazało się, że jest o wiele silniejsza od tych zapchleńcow. Nigdy wcześniej nie podejmowała się walki z nimi. Wydawało się jej, że nie może nic z tym zrobić. Jak widać, myliła się.
Była już dorosła. Opuściła swój dotychczasowy dom, bo już nie miała czego tam szukać. Wszystkie rachunki wyrównane, więc teraz przyszedł czas na porzucenie tego syfu w cholerę. W końcu trzeba zacząć żyć z prawdą i już nigdy nie dać się zwieść.

Akcept
Obrazek *Szaliczek na avku jest symboliczny, w fabule jego nie posiada*

Awatar użytkownika
Deviant
Posty: 8
Gatunek: Lampart plamisty
Płeć: Samiec
Data urodzenia: 10 sie 2015
Krzepa: 60
Zręczność: 40
Percepcja: 40
Autorzy obrazków: sandrinesgallery
Kontakt:

#129

Post autor: Deviant » 18 cze 2019, 20:00

Historia: Urodził się jako młody daleko poza terenami Lwiej Ziemi, jednak nie lubi mówić za bardzo o swoich szczenięcych i młodzieńczych latach. Jednak aby zrozumieć postępowanie Deviant musimy się trochę o tym dowiedzieć. Jego rodzina zamieszkiwała odległe trawiaste równiny i nigdy nie zapuszczała się w okolice Lwiej Skały. Deviant od początku nie pasował do swojej rodziny. Był niemiły dla społeczności, ciągle wyruszał gdzieś samotnie na jakieś wyprawy, po czym wracał po kilku lub kilkunastu dniach z pyskiem umazanym krwią i jakimś trofeum, a to łapą, a to językiem, a to ogonem jakiegoś stworzenia. Jego rodzina zaczęła na niego patrzeć jak na wykolejeńca, a z czasem jak Deviant rósł nawet zaczęli się go obawiać. Nikt nie wiedział gdzie chadzał młody lampart, aż kiedyś, gdy był on już prawie na progu młodzieńczości i zbliżał się do dwoch lat jego rodzice wysłali za nim dyskretnie jednego z jego braci, by ten go śledził. Deviant nie wiedział o tych zamiarach więc spokojnie i bez oglądania się za siebie przemierzał znany mu dobrze kawałek równin w poszukiwaniu kolejnej swojej ofiary. Wreszcie po trzech dniach wędrówki zauważył przed sobą znikające w gęstwinie długi ogon. Przez kolejny dzień skradał się do niego będąc jednak bardzo ostrożnym, bo nie spłoszyć potencjalnej ofiary. Wreszcie o świcie uznał, że dostatecznie rozpoznał ofiarę i rzucił się na nią z zamiarem odebrania jej życia. Walka nie trwała długo i dopiero po odgryzieniu łapy swojej ofierze zorientował się, że zaatakował swojego brata. W tym momencie Deviant odpuścił dalszej walki i gdy był pewny, że członek jego rodziny doszedł do siebie odszedł od znanych sobie terenów i ruszył w poszukiwaniu swojego prawdziwego przeznaczenia. Nie wiedział jednak, że jego własny ojciec i kilku innych członków jego byłej rodziny postanowiło go wygnać. Młody lampart nieświadomy tego zagrożenia odchodził jak najdalej od znanych sobie równin, aż wreszcie znalazł się blisko granicy terytorium jego rodziny. Właśnie wówczas jego ojciec z kilkoma dorosłymi Lampartami dopędzili go i zaczęła się walka. Deviant nie miał z nimi szans jednak dzięki doświadczeniu zdobytemu jako młody osobnik paru dotkliwie poranił. Potyczka pomiędzy rodzicem, a synem trwała do nocy. Wreszcie korzystając z okazji i cofając się ciągle do tyłu Deviant zrozumiał, że nie ma szans. W ostatnim porywie świadomości wziął rozpęd i skoczył nad niepisaną graicą. Jego ojciec widząc co wyprawia jego syn odpuścił pogoń i wrócił wraz ze swoimi przyjaciółmi do rodziny by oświadczyć, że Deviant spadł w zginie. Nie wiedział gdzie trafił ale chęć życia w młodym lamparcie była silniejsza niż objęcia śmierci. Ostatkiem sił wszedł na tereny Lwiej Ziemi i tam padł nieprzytomny. I tak Deviant znalazł się na zupełnie nowym terenie z popalonymi za sobą mostami.
Gdy wreszcie po paru dniach się ocknął wyglądał bardzo nieciekawie, na czarnej sierści widać było zaschniętą krew, a rany choć zaczął je lekko wylizywać były zaognione. Lecz najgorszą sprawą jaką odczuwał był głód. Deviant dopiero teraz uświadomił sobie, że nie jadł i nie pił od paru dni. Od razu wyruszył na poszukiwanie zarówno strawy jak i wody. Przez pewien czas wędrował i od czasu do czasu staczał mniej lub bardziej spektakularne bitwy. Poznawał nowe tereny i starał się dowiedzieć o nich jak najwięcej. Lecz cały czas czuł się na nich obcy i był bardzo ostrożny. Od dwóch lat przebywa więc na tych terenach, a co się przydarzy i jakie będą jego dalsze losy to się okaże.

Akcept

Odpowiedz

Wróć do „Zapisy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość