Newsy
  • 11.11.19
  • Kolejna audycja forumowego radia odbędzie się 17.11 a jej gościem będzie Ventruma
  • 10.11.19
  • W konkursie na opowiadanie zwyciężyła Gvalch'ca
  • 09.11.19
  • Nastąpiły zmiany w systemie wieku
  • 04.11.19
  • Postacią Października został Ragir
  • 03.11.19
  • Pojawiły się wyniki plebiscytów
  • 01.11.19
  • Dziś obchodzimy nasze pierwsze urodziny. Wszystkiego najlepszego lewki (i nie-lewki)!
Fabuła
  • Potomstwo księżniczki
  • Narie i Haki zostali rodzicami czwórki lwiątek
  • Hienia banda
  • Pod wiekową akacją zebrała się grupa hien w poszukiwaniu domu.
  • W tajnej służbie kanclerza
  • Lwioziemski szpieg został schwytany na terenie KKB i zaprowadzony przed oblicze królowej
  • Na terenie wroga
  • Szkarłatna ranna w walce z członkiem swojego stada znalazła schronienie na Lwiej Ziemi
  • Ratunek dla księżniczki
  • Po zaginięciu Sariny jej poszukiwaniem zajęły się lwioziemskie młodziki
  • Bratobójcza walka
  • Dwójka Szkarłatnych wdała się w walkę na cmentarzysku.
  • Młode Enasalin
  • Tunu, która odeszła z Lwiej Ziemi zadomowiła się w Bractwie
  • Opiekun
  • Ragir podjął się opieki nad swoją córką oraz lwiczką, która uciekła z Lwiej Ziemi
x
Suwak
Lwia Skała Wodopój Las Kanion Termitiery Jezioro ZZ Wulkan Góry LS Jaskinie Kilimandżaro Upendi Drzewo życia Wielki Wodospad Zakątek Przodków Oaza Ruiny Pustynia Ciernisko Cmentarz Pole bitwy Zarośla Bagno Słone jezioro Gejzery Góry ZZ Wielka woda Jezioro szmaragdowe Jezioro flamingów Kaskada Grobowiec Rzeka Wąwóz Dżungla Pustkowia Równina Rzeka 2 Sawanna 2 Rzeka 3 Las namorzynowy Dolina wichrów Nadrzecze Dolina LS Drzewo życia Sawanna LZ Lupa

Jaskinia kości

Niewielkie, dobrze ukryte przed niewprawnymi oczami otwory w zboczu gór prowadzą do rozległego kompleksu jaskiń. Połączone są one krętymi, rozgałęziającymi się korytarzami, stanowiącymi prawdziwy labirynt. W absolutnej ciemności nie sposób dostrzec wystających z dna ostrych skał i bezdennych zapadlisk. Jedynymi żywymi istotami są tu nietoperze, a prawdziwymi mieszkańcami są mściwe duchy, które nie spoglądają przychylnie na pojawiających się w jaskiniach przybyszów.

Awatar użytkownika
Sheeba
Szary król
Szary król
Posty: 232
Gatunek: Lew afrykański
Płeć: Samica
Data urodzenia: 22 gru 2013
Krzepa: 35
Zręczność: 45
Percepcja: 70
Autorzy obrazków: Własne/Junenae (lineart)
Kontakt:

Re: Jaskinia kości

#151

Post autor: Sheeba » 11 paź 2019, 22:21

Gdy poczuła, jak brązowofutry przestał się ruszać jej ciało ogarnęła fala ulgi pomieszanej z satysfakcją. Już po wszystkim. Nie trzeba będzie się martwić, że leży mi w jaskini bez odpowiedniej straży, była to pierwsza myśl, jaka zaświtała jej w głowie. Maer'vu nie stanowił już żadnego zagrożenia. Nie był już problemem, którym musiała się przejmować. Poczuła, jakby jakiś wielki ciężar zniknął z jej barków.
Następnie ulgę zastąpiło inne uczucie. To samo, jakie odczuła dawno temu, kiedy uśmierciła znienawidzoną starą szamankę. Dzika satysfakcja, przyjemny dreszcz przechodzący po całym ciele, jakaś dziwna duma, wrażenie, że jest panią nie tylko swego życia, lecz i jest w stanie decydować o innych. Przez ułamek sekundy poczuła się dużo silniejsza, niż była w rzeczywistości.
Zaraz potem jednak wrażenie znikło, zastąpione przez... Dziwny spokój. Choć wciąż pobudzona po niedawnej szarpaninie, umysł miała teraz czysty, jasny i spokojny. Zupełnie, jakby przelew krwi był czymś, czego w istocie potrzebowała, by poprawić sobie humor. Dopiero wówczas zdała sobie sprawę z tego, że czarnogrzywy nadal oddycha, choć nietrudno było zauważyć, iż nie na długo. Na chwilę jej spokój zmąciło ukłucie irytacji. Całkowicie niepotrzebnie zmarnowała na niego zioła. No ale nic, teraz spokojnie będzie mogła odbyć podróż w doliny, by uzupełnić zapasy.
Dostrzegła zamiar Enasalin, więc puściła Maer'vu, złażąc z jego grzbietu nie do końca delikatnie, być może zahaczając go tu, czy ówdzie pazurem. Następnie przysiadła tam, gdzie stała, otwierając pysk i dysząc, chcąc wyregulować przyśpieszony po szarpaninie oddech. Spojrzała po pozostałych lwach, jakby starając się wyczytać cokolwiek z ich min. Towarzyszącym jej lwicom skinęła łbem w niemym geście podziękowania. Sama by sobie na pewno nie poradziła. Następnie, bardziej obojętnie zerknęła na niewolników. Wpierw obrzuciła przeciągłym spojrzeniem Tamu, a następnie zgromiła Maishę wzrokiem, warcząc krótko, gdy dostrzegła, jak zapaskudziła jej jaskinię.
Po tej chwili podniosła się z miejsca i wyszła przed jaskinię w ślad za białofutrą, zatrzymując się jednak przy wejściu i obserwując jej poczynania.
- Jestem wdzięczna, że się zjawiłaś. W samą porę - rzuciła do niej krótko, z lekkim uśmiechem, który najpewniej prezentował się dość upiornie biorąc pod uwagę wciąż zakrwawiony pysk znachorki.

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Posty: 1293
Kontakt:

#152

Post autor: Mistrz Gry » 13 paź 2019, 13:18

Ślad krwi prowadził od jaskini do miejsca gdzie Enasalin zaciągnęła dogorywającego Maer'vu, a już po chwili zaczęły podążać nim spragnione ciepłego mięsa ptaki. Padlinożercy będą mieli dziś ucztę. Były faraon wydał z siebie kilka chrapliwych oddechów, po czym jego serce pozbawione już krwi zatrzymało się, uwalniając go od bólu, cierpień i niedoskonałości ciała, z którymi zmagał się za życia. Sheeba o najbardziej czułych zmysłach, która zadała ostatni cios bezbronnemu już lwu, pieczętując jego los, mogła poczuć delikatny powiew wiatru. To dusza więźnia, nareszcie wolna, opuściła jego ciało.

Maer'vu zostaje duchem. Możecie przejąć jego ekwipunek.
► Pokaż Spoiler
"Nie należy martwić się tym jak wolno idzie wątek, należy cieszyć się tym jak ciekawie rozwija się fabuła"
Lista NPC

Awatar użytkownika
Kalahari
Siepacz
Siepacz
Posty: 57
Gatunek: P.Leo Leo
Płeć: Samica
Data urodzenia: 15 cze 2017
Krzepa: 30
Zręczność: 70
Percepcja: 50
Autorzy obrazków: Xylax/Lioden i Jxbxgallery

#153

Post autor: Kalahari » 13 paź 2019, 19:08

Jej rola kończyła się w chwili, gdy do groty wpadła Enasalin, zeszła samicy z drogi by ta mogła ukarać swojego niewolnika. Ba, tak jak już mówiła, nie jest tu od wojaczki, czy mordowania. Osobiście czuła zmieszanie, kwestia Maer'vu mogła skończyć się inaczej, nawet jeśli lew był niewolnikiem jego życie leżało w jego własnych łapach. Została w jaskini tylko skinąwszy kolejno łbem bialej, szamance, obdarowała też uśmiechem kuzynke i na krótką chwilę wzrok Kal spoczął na Tamu, oraz wypłoszonej młodej lwicy.
- Eh, może teraz będzie już w miarę spokojnie. - Były Faraon narobił sobą sporego zamieszania, które najgorzej zniosła Maisha, strasznie delikatna kicia. Ciekawe gdzie się uchowała tyle czasu, jednego była pewna. Musiała szybko dostosować się do nowej sytuacji jeśli chciała przeżyć. Siadła sobie pod ścianą i zaczęła wylizywać łapki, by dostrzec że nie tylko planszę, ale i pionki do gry zostały rozniesione w drobny mak podczas tej przepychanki. Sapnęła i zgarbiła się bardzo zdeprymowana, tym że cały jej wysiłek poszedł na marne.
Obrazek
Bez Hełmu
Mutacja- Podwójne uszy.

Awatar użytkownika
Enasalin
Mistrz
Mistrz
Posty: 395
Gatunek: Lew
Płeć: Samica
Data urodzenia: 11 lip 2015
Zdrowie: 100
Krzepa: 63
Zręczność: 55
Percepcja: 35
Autorzy obrazków: kenlilion (lineart)/jutsup
Kontakt:

#154

Post autor: Enasalin » 15 paź 2019, 0:45

Była zmęczona. Bardzo zmęczona i bardzo zła. Wszystkie te wybryki dawały się jej we znaki, odkąd przejęła dowodzenie to nic tylko biegała w te i we wte, a w tym wszystkim musiała gdzieś po drodze zająć tamte gejzery. Nie dlatego, że miała tam sąsiada, bo akurat szara niemowa gówno ją obchodziła, ale tamte tereny były zagrożone, częściowo leżały w górach, które biała wolała mieć na własność.
Te wszystkie myśli nachodziły ją akurat wtedy, gdy obserwowała jak padlinożercy skupiając się na martwym ciele Maer'vu. Cóż, warto było dbać i o tę część ekosystemu, w końcu lepiej by jadały one takie o bezużyteczne trupy niż właściwych mieszkańców tych ziem.
Wróciła do swojej ulubionej medyczki, kiedy ta się odezwała. No, najwyższy czas by zaczerpnęła świeżego powietrza, w końcu ile można siedzieć w jaskiniach.
- Śmiej się, ale czułam, że muszę tu wrócić. Chociaż na chwilę, przyjaciółko.
Rzekła uśmiechając się okropnie, ale taki już miała styl i o tym Sheeba wiedziała. Zresztą, tyle razem już zrobiły, dla niej brązowa była niczym część rodziny, pewnie gdyby była drugiej płci to nawet mogłoby coś z tego wyjść. Niemniej, Enasalin niewiele robiła sobie z obecnych obyczajów i kiedy kierowała się do jaskini, by wywlec swoich niewolnych, to otarła się bokiem o lwicę. Ot, by była pewna na wszelki wypadek o słuszność En i słuszność bractwa.
- Maisha zostaje się pod pieczą Sheeby i Kalahari. Niech się nauczy życia w społeczeństwie skoro dostała tą szansę.
Sycophants on velvet sofas
Lavish mansions, vintage wine
I am so much more than Royal
Snatch your chain and mace your eyes
If it feels good, tastes good
It must be mine
Heroes always get remembered
But you know legends never die


Obrazek

Mortal kings are ruling castles
Welcome to my world of fun
I'm taking back the crown
I'm all dressed up and naked

I see what's mine and take it

Awatar użytkownika
Sheeba
Szary król
Szary król
Posty: 232
Gatunek: Lew afrykański
Płeć: Samica
Data urodzenia: 22 gru 2013
Krzepa: 35
Zręczność: 45
Percepcja: 70
Autorzy obrazków: Własne/Junenae (lineart)
Kontakt:

#155

Post autor: Sheeba » 15 paź 2019, 20:06

Kiedy tak stała, obserwując całe zajście sprzed swojej jaskini, niespodziewanie jej ciało owionął lekki podmuch wiatru. Na pierwszy rzut oka nic nadzwyczajnego, w końcu co miało być niezwykłego w zwyczajnym ruchu powietrza, zwłaszcza w górach? Jednakże z jakiegoś powodu ten podmuch sprawił, że ciało Sheeby przeszły dreszcze. Zapewne wielu tłumaczyłoby to zwykłym zimnym wiatrem chłodzącym rozgrzane podczas walki ciało, inni doszukiwaliby się głębszych przyczyn. Dla brązowej odpowiedź była jasna. To śmierć przybywała, by przeprowadzić duszę Maer'vu do swego królestwa. Kąciki znachorki drgnęły, by następnie wygiąć się w lekkim, prawie niezauważalnym uśmiechu. Ledwie ta myśl zaświtała jej w głowie, a jej ciało napełniło jakieś dziwne, ciepłe uczucie, jakby właśnie witała się z dawno niewidzianą przyjaciółką bądź członkiem rodziny. Czy w końcu zważywszy na okoliczności jej narodzin śmierć nie była dla niej w większym stopniu matką, niż jej prawdziwa rodzicielka?
- Cokolwiek kazało ci tutaj wrócić... No cóż, wygląda na to, że wiszę temu czemuś przysługę - odpowiedziała lekko Enasalin, kończąc swą wypowiedź rozbawionym parsknięciem. Poczuła, jak biała ociera się o nią, przechodząc i sama odwdzięczyła się tym samym, zanim odwróciła się wreszcie tyłem do zwłok byłego faraona, kierując spojrzenie zdrowego ślepia z powrotem do jaskini.
Przysiadła na chwilę, głównie po to, by poświęcić chwilę na toaletę. Wciąż była zakrwawiona i choć co prawda nie przeszkadzały jej zbytnio szkarłatne plamy na futrze, tak przyciągnięte zapachem posoki owady już tak. Zwłaszcza, że niektóre z nich mogły przenosić całkiem nieprzyjemne choroby. Polizała więc łapę i kilkukrotnie przejechała ją po pysku, pozbywając się śladów po niedawnej walce.
- W takim razie pójdzie ze mną - odparła po chwili, wbijając spojrzenie w kulącą się pod ścianą Maishę. - Na jakiś czas mam dosyć siedzenia w ciemnościach, a poza tym przyda mi się uzupełnić mój zapas ziół. Przyda się ktoś do przenoszenia ich - w końcu po co miała się z tym męczyć, skoro mieli niewolników, prawda? Zresztą, wolała ją mieć na oku, tak na wszelki wypadek. Odwróciła wzrok od Maishy i zerknęła na Kalahari. - Może zechcesz mi towarzyszyć? - zaproponowała. W końcu to najlepszy sposób, by samica się czegoś nauczyła.

Awatar użytkownika
Maer’vu
Posty: 174
Gatunek: Lew afrykański
Płeć: Samiec
Data urodzenia: 01 gru 2016
Zdrowie: 0
Krzepa: 0
Zręczność: 0
Percepcja: 0
Duch: 55
Autorzy obrazków: Firkraag, Askari, xkelbix, ja
Kontakt:

#156

Post autor: Maer’vu » 15 paź 2019, 21:20

Maer'vu otworzył oczy.
A przynajmniej wydawało mu się, że otworzył, chociaż nie czuł, by to robił. Co było w sumie całkiem logiczne, biorąc pod uwagę, że stracił oboje oczu. Był ślepy.
Problem w tym, że wpatrywał się w niebo. Widział przesuwające się chmury, oraz wznoszące się po prawej stronie skalne zbocze góry. W okół niego tłoczyły się ptaki, sępy, kruki i kilka innych, których lew nie rozpoznawał.
- Sio! - mruknął i znów doznał tego dziwnego uczucia nie odczuwania tego, co robi. Żadnych wibracji w gardle, uczucia poruszania wargami podczas wymawiania słów. Nic. A przecież jego głos brzmiał tak samo, jak zawsze.
To było dziwne wrażenie.
Podniósł się, chociaż nadal nie czuł, by jego mięśnie i kości się poruszały. Po prostu zapragnął wstać i jego ciało obróciło się na brzuch, a potem stał już na wszystkich czterech łapach. Chociaż należało tu raczej mówić o punkcie widzenia, niż o ciele, bo wciąż niczego nie odczuwał.
No właśnie, jego ciało...
Spojrzał w dół i mimowolnie się odsunął w bok. Na ziemi spoczywało bezsprzecznie jego ciało, Maer'vu nie miał co do tego wątpliwości. Wyglądało strasznie. Pokryte świeżymi i nieco starszymi ranami, bliznami, pozbawione obojga oczu, otoczone przez padlinożerców, którzy przyszli się pożywić...
Teraz do brązowofutrego dotarło, że jest martwy. Wzdrygnął by się, gdyby był bardziej emocjonalną osobą, a takie gesty leżały w naturze duchów.
Wpatrywał się z pewną chorą fascynacją w swą doczesną powłokę, obserwując, jak co odważniejsze ptaki dziobią je, sprawdzając, czy aby na pewno nadaje się do konsumpcji... Potem spróbował spojrzeć na siebie. W końcu nie od dziś wiadome było, że duchy nie są całkiem niewidzialne i szamani potrafią je dostrzec. A co z innymi duchami?
Wyglądał... Dobrze. Nie mógł wprawdzie zobaczyć swego pyska, ale te części swej postaci, które był w stanie dostrzec, pozbawione były blizn. Zakrwawiona sierść stała się czysta i lśniąca. Naszyjnik z lwiego kła, który zawsze nosił, znikł - zapewne duchy nie potrzebowały takich ozdób. Podejrzewał, że jego oczy również są na miejscu.
Śmierć jest lekarstwem na każdą chorobę, prawda?
Jego uwagę zwróciły głosy. Znajome.
Odwrócił się - już zaczynał rozumieć, o co chodzi w tym poruszaniu się bez ciała - i ujrzał dwie znajome postacie. Enasalin i Sheeba, pogrążone w rozmowie. W chwili, gdy jego wzrok spoczął na białej lwicy, ogarnął go gniew, emocja, której rzadko doświadczał i jedynie w poważnych sprawach. To była wina Enasalin, że skończył teraz martwy, pozbawiony ciała, a wcześniej całkiem ślepy i słaby... Gdyby nie jej żądza władzy i chęć obalenia go, nic takiego by się nie wydarzyło. A teraz ona odebrała mu wszystko, co sobie cenił. Stado, należące do niego, otrzymane w darze od Hazira, które władzę nad nim odziedziczył po ich ojcu, wielkim Dakkarze, godność, a teraz życie. To było niesprawiedliwe i Maer'vu z każdą chwilą był coraz bardziej zagniewany. Wraz ze złością poczuł... coś dziwnego. No, może nie do końca "poczuł", w końcu nie posiadał nerwów, którymi mógłby cokolwiek odczuwać. Ale odniósł silne wrażenie, że jakaś więź łączy go z lwicą. Niewidzialna nić, splatające ich dusze. Wiedział, że gdziekolwiek ona pójdzie, on podąży za nią. I dołoży wszelkich starań, by zapłaciła za wszystko.
Zbliżył się do niej, nawet nie zauważając, że nie porusza łapami, po czym zawisł w powietrzu tuż przed zakrwawionym pyskiem lwicy, gromiąc ją wzrokiem.
- Popełniłaś duży błąd - syknął, nie dbając o to, czy samica jest w stanie go zobaczyć bądź usłyszeć. - Teraz będę przy tobie już zawsze, Enasalin. Podarowałaś mi nieśmiertelność, a ten, kto jest nieśmiertelny, ma nieskończenie dużo czasu na odpłacanie zdrajcom, takim jak ty... - Po raz pierwszy od lat Maer'vu uśmiechnął się i nie był to miły uśmiech. Zapowiadała się niezła... zabawa.
Nawet, jeśli jego pierwsze pośmiertne groźby brzmiały dość sztampowo.

Duch nie potrzebuje rzeczy materialnych, więc Enasalin +mała skóra, +kocimiętka, +9 paciorków od Maera

Awatar użytkownika
Kobbari
Siepacz
Siepacz
Posty: 46
Gatunek: lew afrykański
Płeć: Samica
Data urodzenia: 01 kwie 2016
Krzepa: 40
Zręczność: 30
Percepcja: 60
Autorzy obrazków: lioden/ja
Kontakt:

#157

Post autor: Kobbari » 15 paź 2019, 22:57

A co z Kobbari? Im dłużej tym bardziej czuła zmęczenie. Nie była pewna czy reszta zdawała sobie z tego sprawę ale z tymi krótkimi łapkami męczyła się dużo szybciej niż reszta a teraz w ogóle była wycieńczona. Nie miała jeszcze czasu by odpocząć po wędrówce. Marzyła o miękkim i ciepłym legowisku.
Wychwyciła spojrzenie Kalahari ale ona oddała jej tylko zmęczone na granicy omdlenia lub uśnięcia na siedząco. Przestało jej przeszkadzać, że obok nagle leżał trup a nie kaleki faraon. Nie przeszkadzało jej łkanie niewolnicy i smród jej wymiocin. Spojrzała w stronę Sheeby, bo jak rozumiała to w jej jaskini w dalszym ciągu były.
- Mogę się tu przespać? - Mruknęła. - Jak tego nie zrobię to sama zdechnę.
Obrazek
| karłowatość | wzrost |

Awatar użytkownika
Enasalin
Mistrz
Mistrz
Posty: 395
Gatunek: Lew
Płeć: Samica
Data urodzenia: 11 lip 2015
Zdrowie: 100
Krzepa: 63
Zręczność: 55
Percepcja: 35
Autorzy obrazków: kenlilion (lineart)/jutsup
Kontakt:

#158

Post autor: Enasalin » 16 paź 2019, 17:02

- No, czas się przewietrzyć. Idę na patrol, w razie czego ryczcie, to przybiegnę.
Odetchnęła z wyraźną ulgą. Kryzys został szczęśliwie zażegnany, pozbyła się na swoje nieszczęście jednej zabawki i zaistniała potrzeba znalezienia sobie nowej. W końcu też czasem musi zaznać odrobiny rozrywki, nie mogła jedynie prać się po mordach w przerwach na oględziny terytorium. Jak nic pewnie gdzieś pójdzie i znów na coś natrafi, kolejną zbłąkaną duszę bez celu w życiu. Miała rację i im dłużej żyła tym bardziej utwierdzało ją to w jej przekonaniu. Ta ziemia obfitowała w słabe jednostki i co głupsze szły w góry, a z tymi musiała się już osobiście rozprawiać. Już dawno nie trafiła na kogoś godnego wcielenia w szeregi bractwa.
Musiała ochłonąć. Napić się czegoś, oznaczyć tereny. Wpaść w rutynę.
Enasalin zdążyła już minąć w paru krokach jaskinię, ale zjawa zastąpiła jej drogę. Właściwie to widziała ledwie zarysy, falujące powietrze wokół. Zwidy miała? Nie no, wiadomo, słyszała pewne pogłoski, że coś takiego jest możliwe, w końcu zabiła kogoś, więc pewnie w jej głowie nie przeszło to bez echa. Ale najwyraźniej mózg jej płatał figle, zresztą, nie pierwszy raz.
- Zemsta, to przywilej istot światłych.
Mruknęła pod nosem, uśmiechając się i wymijając niewygodną, umysłową psotę. Ciekawe jak coś tak niegroźnego miałoby jej zagrozić. Jak już będzie miała tyle wolnego czasu to zajmie się tym problemem, ale obowiązki przede wszystkim.
I ruszyła w drogę.

zt.
Sycophants on velvet sofas
Lavish mansions, vintage wine
I am so much more than Royal
Snatch your chain and mace your eyes
If it feels good, tastes good
It must be mine
Heroes always get remembered
But you know legends never die


Obrazek

Mortal kings are ruling castles
Welcome to my world of fun
I'm taking back the crown
I'm all dressed up and naked

I see what's mine and take it

Awatar użytkownika
Maer’vu
Posty: 174
Gatunek: Lew afrykański
Płeć: Samiec
Data urodzenia: 01 gru 2016
Zdrowie: 0
Krzepa: 0
Zręczność: 0
Percepcja: 0
Duch: 55
Autorzy obrazków: Firkraag, Askari, xkelbix, ja
Kontakt:

#159

Post autor: Maer’vu » 16 paź 2019, 18:19

Maer'vu dalej gromił swą zabójczynię wzrokiem, chociaż ta najwyraźniej się tym nie przejmowała. Pewnie go nie widziała, skoro był duchem. Chociaż... czy na pewno? Przez chwilę miał wrażenie, że białofutra się w niego wpatruje, możliwe też, że coś usłyszała, przynajmniej na to wskazywała jej cicha wypowiedź. Nie wydawała się jednak zaskoczona czy zmartwiona na jego widok. Maer'vu to nie speszyło. Jeszcze ma czas, by nauczyć ją szacunku dla umarłych.
Ze spokojem kogoś, kto ma bardzo dużo czasu i nie musi się nigdzie spieszyć, poszybował za odchodzącą lwicą.

z/t

Awatar użytkownika
Sheeba
Szary król
Szary król
Posty: 232
Gatunek: Lew afrykański
Płeć: Samica
Data urodzenia: 22 gru 2013
Krzepa: 35
Zręczność: 45
Percepcja: 70
Autorzy obrazków: Własne/Junenae (lineart)
Kontakt:

#160

Post autor: Sheeba » 19 paź 2019, 11:33

Przez jakiś czas wciąż raz za razem odczuwała ten dziwny chłód, który tłumaczyła sobie jako oznakę bliskości śmierci. Kilka razy mimowolnie się wzdrygnęła, lecz jej umysł pozostawał spokojny. W końcu jako wybranka śmierci w jej obecności mogła czuć się bezpiecznie.
Skinęła Enasalin głową na znak zrozumienia, po czym wykorzystała chwilę spokoju na odpoczynek. Nienawykła do zbytniego wysiłku nadal była nieco zdyszana. Odprowadziła białą spojrzeniem, a następnie zerknęła na Kobbari, obdarzając karłowatą samicę lekkim uśmiechem.
- Proszę bardzo, nie krępuj się - odrzekła, ponownie skinąwszy głową. Ostatnie wydarzenia były co najmniej męczące, toteż doskonale zrozumiała, jeśli samica pragnęła nieco odzyskać siły.
Patrząc na nią, dopiero teraz zorientowała się, jak wielki bałagan panuje w jej grocie. Krwawe plamy na podłodze mogła przeboleć, kałużę wymiocin pod ścianą już nie. Fuknęła więc, marszcząc gniewnie nos, wbijając ostre spojrzenie w Maishę.
- Po dłuższym zastanowieniu nie pozwolę ci się stąd ruszyć póki nie posprzątasz po sobie - warknęła oschle. - Niebawem wrócę i jeśli moja jaskinia nadal będzie śmierdzieć, to tego pożałujesz.
Miała nadzieję, że tyle wystarczy, by zmotywować niewolnicę do roboty. Zapewnienie, iż niedługo wróci powinno też zniechęcić ją przed podjęciem prób ucieczki.
- Jeśli zechcesz do mnie dołączyć, to będę w pobliżu - rzuciła na koniec do Kalahari. - A jeśli wolisz odpocząć, to również się nie krępuj.
Sama miała już serdecznie dość siedzenia w dusznych grotach, dlatego też nie chciała zbytnio zwlekać. Skinęła pozostałym głową, po czym odwróciła się i odeszła w przeciwną stronę.

/zt
(Wybaczcie, za długo już mi postać tkwi w jednym miejscu XD)

Odpowiedz

Wróć do „Jaskinie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości